Alfabet karambola


Moim mottem jakie towarzyszy mi przy pisaniu (mówieniu) o muzyce są słowa Andrzeja Jerzyka ja nie jestem znawcą , ja jestem miłośnikiem.

Tutaj zebrałem moje absolutnie subiektywne opinie o muzykach, zespołach , zjawiskach i nie mam zamiaru o tym dyskutować bo to jest moje zdanie i tylko moje.

Zajmę się na poważnie treściami poniżej prezentowanymi dopiero wtedy kiedy dopracuję pozostałe strony serwisu.


|A|B|C|D|E|F|G|H|I|J|K||L|Å|M|N|O|P|Q|R|S|Åš|T|U|V|W|X|Y|Z|Ź|Å»|


B



Brzozowski Tomasz

instrumenty klawiszowe
Niezwykle utalentowany młody człowiek. Cholernie uwielbiam słuchać go w repertuarze blues-rockowym. Niezwykła lekkość grania i feeling. Młodzieńcza żywiołowość i zapał. Słyszałem go też w repertuarze jazzującym ale akurat w tych klimatach musi jeszcze sporo popracować. Bez wątpienia jeden z najciekawszych klawiszowców i mój ulubieniec.

Do góry


Bura Ewa

wokalistka
Pierwszy raz zobaczyłem i usłyszałem ją podczas bluesowego jamsession w Ryczących Czterdziestkach w najlepszym okresie funkcjonowania tego lokalu. Tyle się działo tego wieczora że Ewa wystąpiła podczas ... przerwy. Taki to był wówczas okres, kiedy to w Czterdziestkach dosłownie kipiało od muzyki. Ale wracając do Ewy - śpiewała wtedy Summertime z akompaniamentem zdaje się dwu klarnetów, perkusji i basu. Taki zestaw instrumentów nie był oczywiście jakimś świadomym i celowym wyborem, tak się po prostu złożyło. Nie wiem czy ktoś jeszcze to zauważył (no bo przecież przerwa) ale ja tak. Niestety Ewa zniknęła mi jakoś z widoku na dłuższy czas. Aż pewnego jesiennego popołudnia roku 2005 dowiedziałem się że na Jesieni z Bluesem 2005 z moimi ukochanymi Hardworkersami zaśpiewa właśnie Ewa. Ucieszyłem się jak dziecko. Podczas tego koncertu to Tomek był wiodącym wokalistą Ewa tylko go wspierała. Ale dla mnie to było i tak dużo. Jasnym punktem ich występu było wykonanie Brekautowskiego Gdybyś ku czci zmarłej Miry Kubasińskiej z Ewą jako główną wokalistką. Niezwykle przejmujące wykonanie. A potem to już poleciało - Ewa stała się głównym wokalem Hardworkesrów ku mojej bezgranicznej radości.
Ewa jest zupełnie wyjątkowa. To wokalistka kompletna. Nie dość że ma nietuzinkowy głos to na dodatek niesamowitą muzyczną intuicję i feeling. Kiedy trzeba jest liryczna , kiedy trzeba drapieżna. Ona na scenie żyje muzyką. To co śpiewa , jej interpretacja, jest niesamowicie czytelna, prawdziwa i pełna takiej radości, po prostu. Doskonale panuje nad emocjami. Mam do niej wielką słabość. Ewa należy do mojego elitarnego klubu ulubionych ulubieńców i jest tam prezesem :-)

Do góry



G



Gorczak Krzysztof

wokal
Kiedyś na jakimś materiale video widziałem i słyszałem jak BB King po wspólnym wykonaniu "Angel of harlem" mówił do Bono (tego z U2) "człowieku ty mnie przerażasz". "Człowieku ty mnie przerażasz" to mówię ja Karambol do Krzyśka Gorczaka. Ja nie wiem skąd ten młody człowiek bierze w sobie ten dramatyzm, wielkość i moc. Poraża swoim głosem , jego interpretacje powalają na kolana. Najlepszym przykładem jest wykonanie klasyka Breakoutów Modlitwa. Znany jest głównie z repertuaru zdecydowanie mocnego i energetycznego (taka stylistyka zespołów w jakich dotychczas występował) ale kiedy tylko ma możliwość pokazuje że siedzi w nim duża wrażliwość. Kiedyś na bluesowym jamsession słyszałem go wykonującego "Thrill is gone" w wersji bardzo kameralnej. I to Krzysiek był tym który uciszał i uspokajał resztę muzyków aby całość zabrzmiała niezwykle delikatnie i zwiewnie. I taki był też jego wokal.

Grün Jacek

dziennikarz
Jacka osobiście poznałem bardzo późno bo zaledwie kilka lat przed jego śmiercią ale wirtualnie, za sprawą jego działalności dziennikarskiej, znam go od zawsze. W swoim domowym archiwum mam sporo pożółkłych już wycinków z prasy lokalnej z jego artykułami i te najstarsze pochodzą z połowy lat 70tych. Jacek w swoich artykułach był profesjonalny, bezkompromisowy i do bólu szczery. Jak mu się coś nie podobało to pisał o tym bez skrępowania. Nie używał jakichś "okrągłych" słów aby przypadkiem kogoś nie urazić. Tym mnie ujął. Miał też niezwykły dar i lekkość pisania. Natychmiast rozpoznawałem jego tekst i wcale nie musiałem sprawdzać kto się podpisał pod artykułem. Przez tą swoją szczerość był przez wielu traktowany jako kontrowersyjny dziennikarz ale nic sobie z tego specjalnie nie robił. Miał dostęp do zagranicznych płyt co w tamtych zamierzchłych czasach było czymś wielkim i szczególnym. Dzielił się tą swoją muzyką na spotkaniach organizowanych w klubie "Promenada". Przychodziły tłumy bo często była to jedyna okazja posłuchania i co też ważne, zobaczenia płyty zachodniego wykonawcy. Pamiętam jak na jednym z takich spotkań pewien mocno podenerwowany i nachalny jegomość głośno domagał się aby Jacek sprostował pewien swój tekst w którym pisząc o najważniejszych wykonawcach rocka nie wymienił zespołu The Beatles. Jegomość dużo i głośno krzyczał, machał rękoma, groził i straszył. A kiedy skończył swoją tyradę Jacek spokojnym, leniwym głosem powiedział "Ależ proszę pana beatlesi nigdy nie grali rocka". I temat został zamknięty, jegomość się więcej nie odezwał. Inne moje wspomnienie o Jacku jest bardziej współczesne. Kiedyś w jednym z białostockich antykwariatów trafiłem na kilka zupełnie unikalnych płyt z jazzem i bluesem. Aż mnie zatkało, że takie rarytasy są do kupienia w Białymstoku. Kiedy doszło do płacenia przy kasie właściciel antykwariatu rzucił do mnie "A już myślałem, że nikt poza Grünem w Białymstoku nie słucha takiej muzyki". Bo to były płyty Jacka.
Jacek był też pierwsza osobą z jaką chciałem porozmawiać kiedy na poważnie zainteresowałem się historią białostockiego bluesa bo Jacek był świadkiem, uczestnikiem a często i siłą sprawczą wielu działań z tym związanych. Nie łatwo się rozmawiało z Jackiem, oj nie łatwo. Nie dlatego, że był małomównym i skrytym człowiekiem. Wręcz przeciwnie. Jacek dużo i barwnie mówił, był fantastycznym rozmówcą, dowcipny i błyskotliwy. Zawsze trzeba było zarezerwować sobie długie godziny aby z nim pogadać.
Dzisiaj nie ma już takich dziennikarzy, z osobowością, charakterem, charyzmą. Strasznie mi go brakuje.
Do góry



Gregorkiewicz Krzysztof

wokal
Wielki człowiek o wielkim głosie. Zaśpiewa chyba wszystko, czy będzie to ostry rockowy kawałek czy spokojna ballada w stylistyce popowej. Fizycznie przypomina raczej wokalistę zespołu trash-metalowego ale po bliższym poznaniu okazuje się spokojnym, sympatycznym człowiekiem o gołębim sercu.

Do góry



H



The Hardworkers

Genialny zespół. Jedyny w swoim rodzaju. Szkoda wielka że ich działalność została zawieszona (zakończona ?). Dla wielu ortodoksów nie był to blues, ale czy musiał to być blues? Na pewno była to propozycja dla ludzi z otwartą głową. Tych którzy bluesa rozumieją znacznie szerzej niż tylko klimaty z Blues Brothers. Pomimo tego że w repertuarze Hardworkersów były głównie utwory z repertuaru Sugar Blues, Hirama Bullocka, Robbena Forda jak dla mnie byli najbliżej stylistycznie-muzycznie-klimatycznie do Blues Traveler. Ale co by o nich nie pisać są dla mnie lekiem na całe zło. Kiedy tylko włączę ich DVD (obraz jest bardzo ważny) od razu świat wydaje się lepszy i mądrzejszy. A Ewa jest po prostu niedoopisania, zjawiskowa i nipowtarzalna. Zespół prezentuje się jako zjawisko z zupełnie innej planety. Muzycznie inspirujący i niepokojący. Miałem to szczęście że słyszałem ich w różnych etapach ich kariery. Na samym początku wtedy gdy wokalistą był Adam Kozłowski i pierwsze moje wrażenia po koncercie w Ryczących Czterdziestkach to skojarzenia z Paul Butterfield Blues Band, potem Tomek jako wokalista i na koniec Ewa. Tak sobie myślę że właśnie wtedy osiągnęli swoje apogeum. Bardzo często słucham i oglądam DVD z koncertu w pubie Cabaret. Moim zdaniem najlepszy skład Hardworkersów. Marzy mi się aby w takim składzie coś jeszcze zagrali.

Do góry



K



Kamiński Tomasz

harmonijka, śpiew
Po raz pierwszy usłyszałem go z Formacją FRU pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Lubię takie bezpardonowe blues-rockowe granie a wtedy tak właśnie oni grali. Ale kiedy na płycie Formacja FRU - Limited edition znalazłem kilka akustycznych bluesów wiedziałem, że to jest coś zupełnie wyjątkowego. Na szczęście nie tylko ja zauważyłem w tym materiale wielki potencjał i dzięki Bogu ukazała się cała płyta utrzymana w takim klimacie czyli Where will you go sygnowana przez duet Kamiński / McMahon. Wtedy też miałem okazje poznać Tomka osobiście. Widywałem go w akcji bardzo często na bluesowych jam session w Ryczących Czterdziestkach. W zasadzie zawsze słyszałem go w repertuarze stricte bluesowym, raz elektrycznym innym razem akustycznym. Jakież było moje zaskoczenie kiedy w połowie roku 2005 pojawił się w kolejnym swoim wcieleniu tym razem pod szyldem The Hardworkers grając muzykę znacznie odbiegającą od tego do czego nas przyzwyczaił. Idąc na ten debiutancki koncert spodziewałem się po prostu Tomkowego bluesa. A tu ze sceny poleciały intrygujące dźwięki dość luźno z bluesem powiązane. Pomimo zaskoczenia takim właśnie repertuarem koncert wspominam bardzo ciepło. Potem z wielkim zainteresowaniem i radością obserwowałem rozwój zespołu. I zawsze byłem pełen podziwu za odwagę. Bo trzeba mieć nie lada odwagę aby proponować bluesowej publiczności taką muzykę. Niesztampową , nieprzewidywalną, nie mieszczącą się w żadnej szufladce stylistycznej ale niezwykle intrygującą i smakowitą.
Zbierając materiały do tego leksykonu trafiłem na wywiad jaki udzieliła Formacja FRU jakiejś gazecie, gdzieś około roku 2000. W wywiadzie tym Tomek zapytany o plany i zamierzenia muzyczne mówił, że chciałby aby jego zespół brzmiał jak skład Muddy'ego Watersa, uznając to za kwintesencję bluesa. Z tym większą radością i podziwem obserwowałem jego rozwój. Bo nie trzeba być wielkim znawcą aby zauważyć różnice pomiędzy stylistyką zespołu Muddy'ego Watersa a Hardworkersami. Ale z drugiej strony znając Tomka wiem, że nie będzie to nic dziwnego kiedy za jakiś czas usłyszymy go w formacji grającego starego, dobrego bluesa. Albo ... Pink Floyd. Nie to nie jest pomyłka. Szczena mi opadła kiedy na jakimś jamsession w klubie Gryf usłyszałem jak Tomek zaintonował i pociągnął do końca "Another brick in the wall". MASAKRA Taki jest właśnie Tomek i nie próbujcie go wkładać do muzycznej szufladki czy też przypisywać na stałe do konkretnej stylistyki - on nie pasuje do żadnej z nich.
Przez lata swojej muzycznej aktywności pojawił się w składach prawie wszystkich znaczących formacji muzycznych naszej sceny bluesowej. Wielka OSOBOWOŚĆ, jeden z tych w których pokładam największe nadzieje na to że spowodują iż nasz białostocki blues będzie kwitł.

Do góry


Kozłowski Sebastian

gitara
Jest rok 2003 albo 2004 w pubie Fabryka zapowiadany jest koncert zespołu JJBand. Jako support mają zagrać Kefir i Stormy Monday. Pojawiłem się tam aby posłuchać DżejDżejów a support no wiadomo musi być ale nie on jest gwiazdą wieczoru. Siedziałem na samym końcu sali gdzieś półdupkiem na skrawku drewnianej ławki. Musiałem jakoś przeczekać te kilka godzin zanim pojawi się JJBand. Aż tu nagle ze sceny poleciały takie dźwięki że zamarłem i prawie spadłem z ławki. Nie wiedziałem kto gra, bo zapowiedzi nie było żadnej a z rozpiski koncertu wynikało że to mógłby być zespół Kefir. Ale nie, to był Stormy Monday. Jak ja uwielbiam takie sytuacje kiedy zupełnie niespodziewanie i bez zapowiedzi dostajesz prosto w twarz nutki które cię poniewierają i nokałtują. Tak było tego wieczora. Na gitarze grał niepozorny jegomość z dredami na głowie. A to był ON, Sebastian Kozłowski. Z miejsca mnie zauroczył, swoim kunsztem gitarowym, techniką, feelingiem, całym sobą. Niesamowite wrażenia. Pomimo tego że JJBand zagrał świetny koncert gwiazdą tego wieczora był bez wątpienia Sebastian i ... Krzysztof Gorczak. Jak się potem okazało na ławce obok mnie siedzieli rodzice Krzyśka. Od tego czasu jestem wielkim fanem wszelkiej muzycznej działalności Sebastiana, Krzyśka i ich kolegów.

Do góry



N



Nadolny Marcin

instrumenty klawiszowe
Nie ma słów aby opisać Marcina jako muzyka. Nie ma takich słów w słowniku, nie ma takich przymiotników aby opisać jego zalety. To jest po prostu ZJAWISKO. I na tym powinna skończyć się moja opinia o nim jako muzyku. Ale spróbuję skreślić jeszcze kilka słów, które i tak będą niczym wobec potęgi Marcinowego grania. Każdy kto widział go w akcji, choćby w The Hardworkers, wie co mam na myśli. Marcin wydał kupę grosza aby kupić oryginalne organy Hammonda XK-3 i wycina na nich takie numery, które mnie po prostu rozwalają, zabijają, tłamszą i poniewierają. I to nie tylko mnie. Każda solówka Marcina, którą miałem okazję podziwiać na żywo, kwitowana była gromkimi brawami. Słyszeć Marcina w akcji to niewątpliwie wielka przyjemność, ale wizualnie też wypada wyjątkowo pozytywnie. ON po prostu żyje muzyką jaką gra, niezwykle raduje go granie i to widać, słychać i czuć. Marcin należy do niezwykle elitarnego klubu moich ulubionych ulubieńców.

Do góry



Niedzielko Maciej

perkusja
Mój ulubiony perkusista. W związku z tym że perkusja jest moim ukochanym instrumentem na perkusistów mam większe baczenie. Maciek uosabia w sobie to wszystko co najbardziej cenię u dobrego perkusisty czyli precyzja, feeling i czucie instrumentu. Zwłaszcza to ostatnie określenie jest trudne do zdefiniowania. Ale ja swoim drewnianym uchem a raczej jakimiś innym zmysłami odbieram. Muzyk z niego bardzo wszechstronny, jak trzeba zagra jazz albo latynoskie rytmy.

Do góry



P



perkusja


Mój ulubiony instrument. Kiedy słyszę jakąkolwiek muzykę najpierw słyszę perkusję. Jeżeli bębny brzmią kiepsko cały utwór jest skazany na niepamięć. Z tego właśnie powodu nie lubię np. zespołu Def Leppard, w którym to perkusja brzmi jakby się ktoś po brzuchu klepał (ja wiem że tam gra jednoręki perkusista ale nawet kiedy miał obie ręce brzmienie było też kiepskie). Do moich ulubionych perkusistów (w kolejności poznawania) należą : Jerzy Piotrowski, John Bonham, Neil Peart, Ian Paice, Mirek Kozioł, Billy Cobham, Mirek Wiechnik, Robert Panas, Chad Smith, Maciek Niedzielko, Steve Gadd, Matt Abts, Krzysztof Zawadzki, Dave Weckl, Michał Dąbrówka and many many more.

Do góry



R



Rutkowski Sebastian

gitara, wokal
Pierwszy raz usłyszałem go gdzieś około roku 2004 w składzie zespołu Blułoter. Powiem szczerze jakoś wtedy nie trafił w sposób specjalny do mojej wdzięcznej pamięci. Bardzo poprawna gitara i równie bardzo poprawny wokal ale nic więcej. Ostatnio bardzo często mam okazję widzieć (i słyszeć) go w akcji podczas bluesowych jam session w Famie. Odkrywam go ponownie i zupełnie na nowo. Mam wrażenie że jest to zupełnie inna osobowość niż ta którą miałem okazję słyszę w przeszłości. Gęba mi się śmieje (a to dobry znak) kiedy widzę i słyszę go w akcji. Jako gitarzysta niezwykle twórczy i oryginalny. Nie epatuje słuchacza jakimiś tanimi sztuczkami, gra rzetelnie i od serca. Jego gitara opowiada nam słuchaczom jakąś historię. I to jest interesująca historia bo czekam na ciąg dalszy, to znaczy ja jako uważny słuchacz czekam że ta jego opowieść będzie miała swój dalszy ciąg, że będzie jakaś interesująca pointa. I tak zazwyczaj jest. Sebastian bierze gitarę do ręki po to aby coś nam opowiedzieć. A wszystko to ma miejsce podczas żywiołowego jam session kiedy nie wiadomo co i kto zagra. I kiedy np. aktualny skład instrumentalny zaczyna grać jazzowe klimaty, Sebastian odkłada gitarę na bok i słucha. Bo to nie jego opowieść. Jego alfabet składa się z bluesowych głosek i tylko tak nam opowiada swoją historię. Jako wokalista jest równie prawdziwy i oryginalny. Potrafi wykrzyczeć to co ma nam do powiedzenia. Niezwykła wrażliwość, taka jaką lubię.



S



Staniak Piotr

skrzypce
Skrzypków grających jazz czy blues uwielbiam prawie tak samo jak perkusistów. Polska szkoła skrzypiec jazzowych liczy się w świecie od zawsze. Do moich ulubionych skrzypków należą Zbigniew Seifert (fenomenalna płyta "Man of the light"), Krzesimir Dębski (bardzo owocny artystycznie czas spędzony w "String Connection"). To jazz. A pozostała muzyka to oczywiście Jan Błędowski, Jasiu Gałach i nasz białostocki Piotr Staniak. Bajeczna technika , wyobraźnia muzyczna nieograniczona no i te brzmienie elektrycznych skrzypiec mięciutkie, aksamitne, soczyste. Bajka. Pomimo tego że gra na elektrycznych skrzypcach nie zaciemnia brzmienia instrumentu. Nie lubię bowiem sytuacji gdy przeładowane elektroniką skrzypce tracą swój charakter brzmiąc jak jakiś ordynarny klawisz. U Piotra doskonale jest wyważony balans pomiędzy miękkością brzmienia skrzypiec akustycznych i możliwościami jakie daje elektronika.



Szuszkiewicz "Szucher" Paweł

gitara
Poznałem go osobiście w 2004 roku kiedy był jeszcze członkiem Blułoter. Niezwykła osobowość. Wielka osobowość. Muzyk który wie po co wychodzi na scenę i szarpie druty. Trochę trwało zanim znalazł swój własny styl. Najpierw był zwykły blues-rock ale na szczęście dla siebie i nas słuchaczy odkrył swoje powołanie. Jak zdołałem wywnioskować po wysłuchaniu wielu koncertów, w stylistyce zespołu Bracia i Siostry czuje się najlepiej. Zdolny gitarzysta, kompozytor i autor tekstów ale najważniejsze OSOBOWOŚĆ która potrafi zebrać wokół siebie muzyków w celu realizacji swoich pomysłów. To on zainspirował mnie po sięgnięcie, w szerszym zakresie po twórczość Allman Brothers Band i dziękuję mu za to ponieważ odkryłem to co kiedyś dawno temu przegapiłem.
Powiem szczerze nie od pierwszego kontaktu byłem fanem tego rodzaju muzyki, ale z czasem przekonałem się że dźwięki które wypływają z Szucherowych projektów są niezwykle szczere i prawdziwe. Taki jest po prostu Szucher - nasz białostocki Gregg Allman.

Do góry



(:Summary:Trail and talk page links:)

DocumentationIndex

Variables



:: Menu ::
::

::













edit SideBar edit FootBar edit InfoBar edit BlixSiteNav edit BlixSiteHeader